Zaginione Miasta Reinera Knizii to prawdziwy klasyk. Gra wydana po raz pierwszy w 1999 roku, przetrwała próbę czasu i nadal się świetnie sprawdza. Co jakiś czas pojawiają się dodruki, a tytuł przechodzi z rąk jednego wydawnictwa do innego. Wcale się nie dziwię, każdy chce mieć w swoim portfolio taką perełkę i jeśli tylko nadarza się okazja to warto z niej skorzystać. Tym razem to Wydawnictwo Nasza Księgarnia przejęło pałeczkę. I bardzo się z tego powodu cieszę. Nasza Księgarnia dba o graczy, często w ramach współpracy z autorem gry dodaje elementy urozmaicające rozgrywkę, których nie ma w innych wydaniach. Nie inaczej było tym razem. Reiner Knizia zaprojektował specjalnie dla naszego rodzimego wydawnictwa mini dodatek Kamienie milowe.
⠀
⠀
Rozgrywka
Są gry, które potrafią zaskoczyć, mimo minimalistycznej formy i dosłownie kilku prostych zasad. Zaginione Miasta to właśnie taki tytuł – gra karciana dla dwóch osób, która przypomina, że nie trzeba planszy, figurek ani mnóstwa komponentów, by stworzyć coś naprawdę angażującego.
Rozgrywkę zaczynamy z ośmioma kartami na ręce. Karty mają pięć kolorów i wartości od 2 do 10. Do tego w każdym kolorze są też trzy karty specjalne – sponsorzy, czyli mnożniki punktów.
Naszym celem jest zagrywanie kart w wybranym kolorze w kolejności rosnącej np. 2, 5, 7, 9, ale niekoniecznie po kolei. Możemy od razu zacząć od sponsora, jednego lub kilku, ale uwaga – jeśli wyprawa pójdzie źle, mnożniki pomnożą także nasze straty!
W każdej turze mamy tylko dwie opcje: zagrać kartę lub ją odrzucić. A po zagraniu karty dobieramy nową z talii albo ze stosu odrzuconych kart w wybranym kolorze. To wszystko. Ale za każdą decyzją kryje się napięcie: czy odpalić wyprawę już teraz, ryzykując, że nie dobierzemy potrzebnych kart? Czy trzymać wysokie liczby i czekać na niższe? A może odrzucić kartę, której nie potrzebujemy – z ryzykiem, że skorzysta z niej przeciwnik?
No i teraz najlepsze: punktacja. Każda wyprawa, którą rozpoczniemy, startuje od -20 punktów. Dopiero dokładane karty pozwalają „wyjść na plus”. Jeżeli zagramy sponsora, to końcowy wynik tej wyprawy zostaje pomnożony (x2, x3 itd.). Ale jeśli pójdzie nam słabo, mnożymy również minusy.
Kiedy w talii dobierania drastycznie ubywa kart, pojawia się wyścig z czasem. Gra kończy się, gdy skończy się talia i niestety nie wszystko, co trzymamy w ręce, zdążymy zagrać. W sumie rozgrywamy trzy rundy. Na koniec każdej z nich podliczamy punkty za każdą rozpoczętą wyprawę osobno. Jeśli udało się zagrać 8 lub więcej kart w jednym kolorze, dostajemy dodatkowy bonus +20 punktów. Zwycięża osoba z największą liczbą punktów.
Zasady zakładają trzy rundy, ale nie widzę przeszkód aby zagrać tylko jedną. Kiedy mamy tylko krótką chwilę na rozgrywkę, albo gramy z dzieckiem, które nie wysiedzi za długo. Polecam takie rozwiązanie.
⠀

⠀
Dodatek
Jak już wcześniej wspomniałam najnowsze wydanie gry doczekało się mini dodatku Kamienie milowe, który wprowadza dodatkowe punktowanie. Każda gra to pięć losowych celów – zbieranie kart w określonym kolorze, wartościach, liczba utworzonych ekspedycji itp.
Cele w bardzo przyjemny sposób urozmaicają rozgrywkę i pokazują kierunek, w którym warto pójść, aby zgarnąć trochę dodatkowych punktów.
⠀
Podsumowanie
Zaginione Miasta to gra ponadczasowa. Bez zbędnych ozdobników, bez rozbuchanej oprawy – po prostu świetnie zaprojektowana mechanika, która działa. Gra ma bardzo niski próg wejścia. Tłumaczymy zasady w 2 minuty i możemy siadać do gry z każdą osobą – z dzieckiem, z babcią czy znajomym, który niekoniecznie lubi planszówki. Nasz ośmiolatek bardzo szybko zrozumiał zasady, ale z każdą kolejną partią odkrywał, jak wiele można tu zrobić z pozornie prostą decyzją.
Ta gra uczy pokory. Nawet jeśli mamy dobre karty, możemy przegrać przez złe decyzje lub nieodpowiedni timing. I choć losowość ma tu znaczenie, to umiejętność zarządzania ręką, przewidywania i odczytywania przeciwnika potrafi zdziałać cuda. Muszę przyznać, że poziom emocji jest całkiem spory jak na tak niewielką grę z jedną skromną talią kart. Co zagrać? Czy ryzykować z wyłożeniem karty nieidealnej, a może czekać na coś lepszego? Co odrzucić? Najlepiej coś co nam się nie przyda, ale… nasz przeciwnik może właśnie czekać na taką okazję. A może to się jeszcze przyda się później, jeśli w międzyczasie dobiorę odpowiednią kartę? Dylematów jest dużo, zdecydowanie jest nad czym myśleć. Rozgrywka to doskonałe ćwiczenie planowania i… kontrolowania własnej chciwości.
Ze względu na to, że nasza kolekcja jest całkiem pokaźnych rozmiarów, raczej nie grywamy w tę samą grę za często. Zdecydowanie wolimy różnorodność, dlatego rotacja na naszym stole planszówkowym jest całkiem spora. Niemniej, zawsze kiedy Zaginione Miasta wracają na stół – czuję, że warto było po nie sięgnąć.
⠀
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
liczba graczy: 2
wiek: 8+
czas gry: 30 minut
zasady: bardzo proste
⠀
Recenzja gry Zaginione miasta powstała we współpracy z wydawnictwem Nasza Księgarnia.
Treść recenzji to moja prywatna opinia, wydawnictwo nie miało na nią wpływu.

