Walczące prowincje recenzja

Walczące Prowincje

przez admin

To ja w naszej rodzinie dbam o regularne uzupełnianie kolekcji o nowe planszówki. A że nie przepadam za grami z negatywną interakcją, to i tytuły z mechaniką area control (kontrola obszaru) czy area majority (przewaga w obszarze) nie trafiają na nasz stół zbyt często. Wyjątkowo jednak Walczące Prowincje zwróciły moją uwagę. Może to nostalgia, wspomnienie dawnych rozgrywek w El Grande czy Grę o Tron kazały mi się zatrzymać na chwilę nad grą, na którą normalnie nie zwróciłabym uwagi. Trudno powiedzieć…wiem natomiast, że ten impuls finalnie przyniósł nam całkiem sporo dobrej zabawy. Już pierwsza rozgrywka w Walczące Prowincjemimo mechaniki, która dotychczas nieczęsto gościła na naszym stole – pozostawiła całkiem pozytywne odczucia i chęć na „jeszcze jedną partię”. Gra autorstwa Hiroshi Yuasa, wydana w Polsce przez Rebel, okazała się świetnym wyborem na rodzinne wieczory i szybkie, taktyczne starcia.

Walczące prowincje recenzja

Rozgrywka

Zasady gry są bardzo proste, wszystko mieści się na dosłownie kilku stronach instrukcji. Nie miałam też problemu z wytłumaczeniem ich synom (11 i 12 lat). Warto jednak zaznaczyć, że początkowo rozgrywka  może być odrobinę chaotyczna, a ostateczny rozkład naszych żołnierzy na planszy niezbyt efektywny. Ale tym nie warto się zrażać. To kwestia jednej – dwóch partii, kiedy „załapiemy” jak to działa i nauczymy się planować tak, aby optymalnie zarządzać naszą armią. Wtedy już naprawdę zaczniemy czerpać z gry prawdziwą przyjemność.

Zasady i cel gry

Rozgrywka podzielona jest na 2 etapy, z których pierwszy to etap wystawiania żołnierzy na planszę, a drugi to ostateczna potyczka miedzy armiami.

W swojej turze rzucamy trzema kośćmi. Jedną wybieramy jako określającą liczbę wojsk (połowa wartości, zaokrąglona w górę). Pozostałe dwie wskazują prowincję, w której je umieszczamy (suma oczek). Dodatkowo raz na turę możemy przerzucić jednocześnie wszystkie 3 kości. Żołnierzy umieszczamy na wybranym obszarze niezależnie czy jest on pusty, czy znajdują się już na nim nasi żołnierze albo żołnierze innych graczy.

Raz na rozgrywkę możemy użyć karty taktyki, zanim wykonamy rzut kością. Karty te pozwalają na przemieszczanie żołnierzy już znajdujących się na planszy, cofanie ich do rezerwy, zamianę, podział armii itp. Każda z tych akcji może mieć realny wpływ na dalszy przebieg rozgrywki i przewagę na planszy, dlatego warto z rozwagą z nich korzystać.

Po rozmieszczeniu wojsk następuje punktacja prowincji – od 2 do 12. Zwycięzcą w danej prowincji zostaje gracz z większą liczbą wojska. Zdobywa znajdujący się na niej duży żeton (czyli punkty), a w przypadku gry w 3 lub 4 osoby drugi gracz zdobywa mniejszy żeton. Gracz, który wygrał potyczkę wpływa na sąsiednie obszary, rozmieszczając tam neutralne wojska wspierające jego siłę. Ten mechanizm kuli śnieżnej robi świetną robotę. Niby zaczynamy od najmniej wartościowych prowincji, ale ich znaczenie w dłuższej perspektywie rośnie, bo mogą przeważyć o zwycięstwie w bardziej cennych regionach.

Rozgrywka kończy się po rozpatrzeniu wszystkich bitew, a zwycięzcą zostaje gracz, który zdobył największą sumę punktów.

Walczące prowincje recenzja

Tryb zaawansowany

Gra oferuje też nieco bardziej zaawansowany tryb rozgrywki z wykorzystaniem pionka daimyō. Podczas etapu wojny traktowany jest jako jednostka specjalna o sile 2 pionków żołnierzy. Dodatkowo w grze pojawiają się karty daimyō, oferujące podobne afekty jak karty taktyki, tyle że odnoszące się do naszego pionka daimyō. Co prawda nie jest to wielkie urozmaicenie, ale pozwala trochę inaczej pokombinować z rozłożeniem wojsk na planszy.

Walczące prowincje recenzja

Podsumowanie

Walczące Prowincje to lekka gra strategiczna, która ma całkiem niezły balans pomiędzy prostotą zasad, a koniecznością kombinowania, planowania i kalkulowania. Rozgrywka jest szybka, ale nie bezmyślna. Nie brakuje tu emocji, ryzyka i co tu dużo ukrywać, pewniej dawki losowości. Gra zdecydowanie zyskuje po bliższym jej poznaniu, a gracze z większą liczbą partii na koncie mogą mieć przewagę nad nowicjuszami. O ile teoretycznie można uznać to za zarzut, w naszym przypadku nie ma tego problemu. Z reguły gramy w stałym gronie i każdy ma równe szanse, aby stać się „masterem”. Zdarzało się nawet, że i dzieci zaskakiwały nas świetnym planowaniem.

Nie każda gra, która trafia na nasz stół, zostaje z nami na dłużej. Ta jednak zdecydowanie zasili szeregi kolekcji. Co więcej, dzięki Walczącym Prowincjom poczułam chęć poznania kolejnych tytułów z mechaniką area majority czy area control, mam już nawet kilka na oku, ale o tym innym razem. Przy okazji, być może potrzeba rywalizacji między dorastającymi chłopcami znajdzie swoje ujście właśnie w tego typu grach? Jest na to duża szansa.

wydawnictwo: Rebel
liczba graczy: 2-4
wiek: 10+
czas gry: 30 minut
zasady: proste

 

Recenzja gry Walczące Prowincje powstała we współpracy z wydawnictwem Rebel.

Treść recenzji to moja prywatna opinia, wydawnictwo nie miało na nią wpływu.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zostaw komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce Prywatności wiecej

Nasza strona korzysta z plików cookies, dzięki czemu możemy lepiej dostosowywać treści do Twoich preferencji. Przez dalsze korzystanie z tej strony bez zmian ustawień przeglądarki wyrażasz na to zgodę. Więcej informacji przeczytasz w dziale Polityce Prywatności.

Close